16 lutego 2017

P. Hawkins - Dziewczyna z pociągu


Kto z nas nie próbował wyobrażać sobie różnych historii. Czasami wymyślamy historie z nami w roli głównej, czasem idziemy o krok dalej i snujemy opowieść o życiu innych ludzi. Ile razy zdarzyło się Wam patrząc przez okna pociągu wyobrażać życie mieszkających opodal ludzi. Wielu pewnie odpowie, że nigdy, ale są i tacy, którzy odpowiedzą twierdząco. Skąd takie przemyślenia? No właśnie, dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o książce na temat, której zdania są mocno zróżnicowane. Mowa, oczywiście o „Dziewczynie z pociągu” autorstwa Pauli Hawkins.


Kiedy „Dziewczyna z pociągu” miała swoją premierę, można było obawiać się, że okładka książki zaraz wyskoczy nam z lodówki. Była mocno reklamowana, co na jakiś czas mnie od niej odepchnęło. Mam to do siebie, że czasami wolę przeczekać medialny boom na jakąś powieść, by później spokojnie ją przeczytać. Śledziłam natomiast pojawiające się na temat powieści autorstwa Pauli Hawkins opinie, jedne były zachwalające książkę, inne z kolei mocno ją krytykowały. Wiedziałam już, że książkę, która wzbudza tyle sprzecznych ze sobą recenzji, muszę przeczytać.

Rachel codziennie podróżuje tym samym pociągiem. Każdego dnia obserwuje jeden dom, który widzi z okna, kiedy pociąg zatrzymuje się przed semaforem. Wyobraża sobie, iż mieszkająca tam para wiedzie idealne, szczęśliwie życie. Pewnego jednak dnia, pociąg nie zatrzymuje się, a ona dostrzega coś, co wydaje jej się nieprawdopodobne i niemożliwe. Kiedy dochodzi do wstrząsających wydarzeń Rachel postanawia poznać ludzi z domu, który każdego ranka obserwowała.

Po zdaniach zawartych na okładce książki można odnieść wrażenie, że znajdziemy w środku niesamowitą, trzymającą w napięciu powieść, która spędzi nam sen z powiek. Zapowiada się doskonale, a jak sprawdza się to w praktyce? Nie mogę ukryć, że do „Dziewczyny z pociągu” miałam dwa podejścia. Za pierwszym razem był to audiobook, który przypadkowo trafił w moje ręce. Rozpoczęłam słuchanie rok temu bez żadnego nastawienia wobec książki. Nie porwała mnie jednak narracja, a dodatkowo łatwiej mi się skupić, jeśli czytam, a nie słucham. Ponownie po powieść Pauli Hawkins postanowiłam sięgnąć, kiedy zdecydowałam się na ofertę Legimi. Nie mogę powiedzieć, że książka mnie porwała, momentami naprawdę mnie nużyła i spoglądałam ile stron pozostało mi do końca. Z drugiej jednak strony sama historia wydawała się być interesująca, jednak samo wykonanie pozostawia już wiele do życzenia. Po kilkunastu przeczytanych opiniach mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać, że „Dziewczyna z pociągu” może mnie nie zachwycić, dlatego też nie czułam zbyt dużego rozczarowania.

Autorka poruszyła w książce tematy, które wzbudzają wiele emocji. Ilekroć ów wątek pojawia się w powieściach zawsze zastanawiam się co z tego wyniknie, tu finał był dla mnie mocno zaskakujący.  Narracja pierwszoosobowa, z którą mamy do czynienia w „Dziewczynie z pociągu” była dla mnie nieco chaotyczna, o ile fragmenty opisywane przez Rachel miały swoje powody, tak te momenty relacjonowane przez Annę, czy Megan były dla mnie bardzo podobne. Nie wciągnęłam się w lekturę, czytałam ja mechanicznie. Jedno jednak muszę przyznać autorce zaskoczyła mnie finałem.

Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po „Dziewczynę z pociągu”, kiedy minął na nim boom, kiedy byłam świadoma tego, iż mogę się rozczarować. Bo tak, czuję się rozczarowana, jednak wiedziałam czego się spodziewać. Nie jest to tytuł, który będę polecać, że warto go przeczytać. Ja przeczytałam, nie żałuję, jednak mogłam ten czas poświęcić na czytanie innej książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz